Jego rodzina pochodziła z rzeszowskiego. W okresie międzywojennym osiedliła się na Kresach — była to Kolonia Polanka w powiecie buczackim. Rodzice, Józef i Stefania, prowadzili gospodarstwo rolne. Tu urodziło się im dziewięcioro dzieci: Janina, Władysław, Honorata, Jan, Władysława, Stanisław, Cyprian, Eugenia, Józef.
17 września po wkroczeniu wojsk radzieckich zaczął się tragiczny okres w dziejach rodziny. Ci, którzy uczciwie i ciężko pracowali na roli, stali się wrogami ludu...
Nocą, 10 lutego 1940 roku Opiłowie z wraz z ponad 30 innymi rodzinami z Polanki zostali deportowani w głąb tajgi do osiedla specjalnego Worju w pobliżu miasta Ib w Republice Komi, na północy Związku Radzieckiego.
Wieziono ich w bydlęcych zamkniętych wagonach ponad miesiąc, później w mrozie i śniegu otkrytymi ciężarówkami i saniami. Po drodze nocowali w jednej z cerkwi. Konwojenci kazali zesłańcom porąbać ołtarz i ikony i tym palić, aby się grzać. Jednak żaden z nich nie podniósł ręki na święte przedmioty. Pamięć o tym wydarzeniu jest do dziś żywa wśród mieszkańców Ibu.
Na miejscu, w leśnej osadzie z drewnianymi, pełnymi pluskiew barakami zesłańcom mówiono: „tu będziecie mieszkać i tu umrzecie” oraz „kto nie pracuje, ten nie dostanie chleba”.
Praca była bardzo ciężka – ścinanie drzew w tajdze, ściąganie ich po przygotowanych z lodu i śniegu drogach na spław rzeką. Codzienna, mimo mrozów dochodzących do 50 stopni i plagi meszek i komarów latem. Choroby i głód. Taki, jakiego my, urodzeni po wojnie nigdy nie zaznaliśmy.
Dzięki ciężkiej pracy rodziców żadne z dzieci nie zmarło. Gdy mały Cyprian spadł z drzewa, ojciec niósł go wiele kilometrów przez tajgę, aby dotrzeć do lekarza. To jedno z najczęściej wypowiadanych przez Sybiraków zdań – „przeżyliśmy dzięki nadludzkim wysiłkom naszych rodziców”.
Sytuacja zesłańców nieco się polepszyła po amnestii jesienią 1941 roku. Docierała niewielka pomoc organizowana przez ambasadę polską.
Do Polski rodzina wrócili w 1946 roku. Trafili na Ziemie Zachodnie, do Radochowa. Tu Ś.P. Cyprian prowadził gospodarstwo rolne aż do przejścia na emeryturę. Ciężką pracą na roli zapewnił byt swojej żonie i synowi..
Od momentu powstania Związku Sybiraków był jego aktywnym członkiem. Dbał o pamięć o zmarłych Sybirakach – dopilnował, aby sybirackie symbole znalazły się na grobach jego bliskich. Z rąk Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej otrzymał Krzyż Zesłańców Sybiru.
Żegnamy człowieka dobrego, pogodnego, pracowitego.
Cześć Jego Pamięci!


